Z ZIEMI SWOJSKIEJ DO POLSKI – WYWIADY

Emigranci – to słowo kojarzy nam się głównie z Polakami, którzy z różnych powodów zostali zmuszeni do opuszczenia naszego kraju. Jednak do Polski również przyjeżdżają emigranci, dla których nasz kraj staje się lepszym jutrem, nowym domem. Z nastolatkami – Wiktorią, Andrzejem i Akbarem o ich początkach w nowej ojczyźnie rozmawia Filip Cybulak

Wiktoria

Powiedz, proszę, skąd pochodzisz?

-Urodziłam się i wychowywałam w Kamieńcu Podolskim na Ukrainie. Możesz kojarzyć to miasto, bo kręcono tam „Pana Wołodyjowskiego”.

Od ilu lat mieszkasz w Polsce?

-Przeprowadziłam się tutaj pod koniec 2015 roku.

Jak zareagowałaś na wieść o konieczności opuszczenia Ukrainy i dlaczego akurat Oławę wybraliście na miejsce nowego zamieszkania?

-Na wybór miasta do zamieszkania wpłynęła koleżanka mojej mamy, która często przyjeżdżała właśnie w okolice Oławy. Ma wielu znajomych w Marcinkowicach i po powrocie z Polski zawsze dużo opowiadała nam o tej okolicy, o miłych charakterach jej znajomych, więc moja mama też chciała zobaczyć, jak tu jest. A co do mojej reakcji – szkoda mi było zostawić znajomych, szkołę, dom, ale bardzo chciałam mieszkać w Polsce. Dzięki pomocy wspomnianej sąsiadki udało się. Cieszę się, że tutaj mieszkamy, bo chcę uczyć się dalej w liceum wojskowym i trenować piłkę nożną. W Kamieńcu Podolskim to było niemożliwe. Cieszę się też, że mogę tutaj kontynuować lekkoatletykę – trenuję ją łącznie około ośmiu lat i mam już na koncie rekord szkoły w pchnięciu kulą. Ale… chciałabym częściej odwiedzać Ukrainę.

Skąd tak dobrze znasz język polski, który uchodzi za bardzo trudny do nauczenia się?

-Miałam o tyle łatwo, że moja babcia była Polką, a poza tym chodziłam do takiej szkoły, gdzie wszyscy uczniowie obowiązkowo uczęszczali na lekcje języka polskiego. To znaczy wyglądało to tak, że przez pierwsze cztery lata, bo my mamy szkoły od pierwszej klasy do jedenastej, uczyliśmy się polskiego normalnie, tzn. recytowaliśmy wiersze, poznawaliśmy zasady posługiwania się tym językiem i tak dalej. Po czwartym roku nauki przyszła taka nauczycielka, która powiedziała nam, że mamy na lekcji siedzieć cicho, a ona wystawi nam za to piątki. Gdy więc mama powiedziała, że wyprowadzamy się do Polski, poprosiliśmy o pomoc w nauce języka innych nauczycieli, no i sporo uczyłam się sama. W ten sposób mówienie po polsku weszło mi w nawyk.

Twoi rodzice wyprowadzając się, podjęli chyba najtrudniejszą decyzję w życiu. Czy Ty na ich miejscu zrobiłabyś tak samo?

-Myślę, że tak, bo tutaj według mnie żyje się dużo lepiej.

Dalej planuję…

-Dalej planuję iść do szkoły wojskowej we Wrocławiu – chciałabym zostać celnikiem w straży granicznej. Czuję, że to moje powołanie.

A czego Ci najbardziej brakuje z dawnego życia?

-Ludzi, z którymi mogłabym na luzie porozmawiać w języku ojczystym. Z rodziną codziennie kontaktuję się przez Skypa i takiego rosyjskiego Facebooka, ale to nie to samo co rozmowa twarzą w twarz…

Andriej

Skąd i kiedy przyjechałeś do Polski?

-Pochodzę z miasta Chmielnicki na Ukrainie, a w Oławie mieszkam od roku.

Dlaczego akurat Oława?

-Mój ojczym pochodzi z tego miasta, więc chciał pokazać je mamie, a że jej się tutaj spodobało, to postanowiła się tutaj ze mną przeprowadzić.

A gdzie się poznali?

-Poznali się ponad sześć lat temu na Ukrainie, gdy ojczym tam przyjechał. Mama długo zastanawiała się nad przeprowadzką do Polski, ale w końcu się zdecydowała i… jesteśmy tu.

Czyli miałeś czas, aby oswoić się z językiem polskim i nowym krajem?

-Tak, chodziłem na dodatkowe zajęcia w szkole i oprócz tego miałem kolegę, który uczył się polskiego, a że znał go lepiej ode mnie, pomagał mi w nauce. Od momentu przeprowadzki również tutaj mam dodatkowe zajęcia i wciąż się uczę, tylko podobnie jak Wiktoria tęsknię za domem.

Gdybym mógł wrócić z powrotem na Ukrainę, to bym to zrobił. Według moich znajomych w Polsce jest więcej możliwości rozwoju, zarobku, ale nawet jeśli na Ukrainie jest tego mniej, to mnie to wystarcza. Dużym plusem mieszkania w Polsce i w Oławie są dla mnie treningi siatkarskie. Moi nowi znajomi z boiska chodzą na treningi regularnie, a nie tak jak tam – rezygnowali z nich np. po roku. Tutaj mogę się więc bardziej rozwinąć jako siatkarz – uczestniczymy w turniejach, odnosimy liczne sukcesy. Ostatnio jako szkoła wygraliśmy mecz strefowy z Gimnazjum nr 2 w Oławie. Ale nie samą siatkówką człowiek żyje…

Czy na miejscu Twoich rodziców podjąłbyś decyzję o przeprowadzce do innego kraju?

-Jeśli moje dziecko nie miałoby problemów z nauką polskiego i z odnalezieniem się w nowym otoczeniu, to na pewno zapytałbym je, czy chce się wyprowadzić. Jeśli bez przymusu zgodziłoby się porzucić kolegów, szkołę i kraj, to zrobiłbym to.

Dalej planuję…

-Nie wiem, co dalej. Na pewno chciałbym kontynuować grę w siatkówkę i tego się trzymam. Jeśli miałbym coś zmienić, to miejsce treningów, ale też niekonieczne.

Czego najbardziej Ci brakuje?

-Przyjaciół, których tam miałem. Utrzymuję z nimi kontakt przez Skypa. 

 Akbar

Skąd Ty i Twoja rodzina wzięliście się w Oławie?

-Wychowywałem się w Uzbekistanie, w mieście, które nazywa się Urgencz. Najpierw do Polski przyjechała mama, a potem tato, który szukał tu pracy. Najpierw w Poznaniu, potem w Krakowie, a jeszcze później we Wrocławiu. Trzy lata temu przyjechaliśmy do Oławy.

Czy Twoja rodzina ma jakieś polskie korzenie?

-Moja babcia (tak jak babcia Wiktorii) była Polką, a mama już kilka lat przed moją przeprowadzką mieszkała w Polsce, więc poznała tutejszy język. Ja nie uczyłem się go na żadnych zajęciach szkolnych czy korepetycjach, tylko podczas podróży pociągiem do Polski, co trwało ponad dobę, mama starała się jak najwięcej mnie nauczyć. Moje pierwsze zdanie po polsku wypowiedziałem na moście nad Odrą, gdy stałem z zakupami, a mama z kimś długo rozmawiała. Gdy zrobiło się ciemno, a jej nie było, zapytałem przechodnia, która jest godzina. Sporo nauczyłem się w tym pociągu, choć przedtem polskiego nie znałem. Mieszkałem z siostrą w Uzbekistanie i ani ona, ani ja, ani dziadkowie mieszkający obok nie mieliśmy potrzeby się go uczyć. To mama sprawiła, że szybko go przyswoiłem, choć wciąż doświadczam tego, że nauka w szkole to zupełnie inna sprawa niż rozmowy na życiowe tematy. Największym sukcesem jest dla mnie właśnie to, że poradziłem sobie z nauką – dla mnie trudniejszą, bo w obcym języku. W tym roku próbuję wywalczyć czerwony pasek.

A jak zareagowałeś na propozycję wyjazdu do Polski na stałe?

-Na wiadomość o tym, że zamieszkam w Polsce, bardzo się ucieszyłem, bo jest to kraj, który daje o wiele więcej możliwości, zapewnia lepszą przyszłość niż Uzbekistan. No i jest to też możliwość poznania czegoś zupełnie nowego – innej kultury i innych obyczajów. Ale mimo tego początki były trudne, musiałem się tutaj zadomowić, znaleźć przyjaciół. Poczułem się u siebie po dwóch miesiącach i tak jest do dzisiaj.

Czy na miejscu Twoich rodziców też podjąłbyś taką decyzję o przeprowadzce?

-Myślę, że tak. Uważam, że rodzice postąpili słusznie – żyje nam się teraz o wiele lepiej. Gdyby mojemu dziecku nie podobałaby się taka propozycja, to namawiałbym je, aby chociaż tak jak ja spróbowało. Jeśli czegoś nie doświadczymy, to nie możemy tego ocenić. Gdyby jednak dziecko w nowym miejscu się nie zaaklimatyzowało, to jako rodzic mimo wszystko wróciłbym do Urgencza.

Dalej planuję…

-Ciężko powiedzieć, co dalej planuję, na razie trzymam się tego, aby dobrze się uczyć, bo nauka jest ważna. Co do przyszłości, to chyba mam jeszcze sporo czasu do namysłu. Kiedyś myślałem o zostaniu pilotem, informatykiem, ale chciałbym być równocześnie szczęśliwy. I dobrze zarabiać.

A czego najbardziej Ci brakuje?

-Oprócz – rzecz jasna – rodziny, to takiego jedzenia, które miałem w Uzbekistanie. Tutaj też jest dobre, ale zupełnie inne. Tam są po prostu inne owoce i warzywa, a dania są bardziej egzotyczne. Moim ulubionym daniem jest płow, potrawa z ryżu i mięsa wywodząca się z mojego kraju, którą mama ciągle gotuje. Z polskiej kuchni najbardziej polubiłem żurek.

Czy uważasz Polska to dobre miejsce na nowy dom?
Wiktoria: -Tak, ludzie są tutaj tolerancyjni i mili.

Andriej: -Uważam dokładnie tak samo jak Wiktoria. Brakuje mi jedynie takiego prawdziwego przyjaciela, z którym mógłbym rozmawiać o wszystkim.

Akbar: -Myślę, że tak. Nie wiem, może Polacy nie szanują wiary, pochodzenia, koloru skóry innych, ale ja się z czymś takim nie spotkałem. Wręcz przeciwnie, jestem pewien, że bez pomocy Polaków nie poradzilibyśmy sobie sami w nowym miejscu.

Wywiady : Filipa Cybulaka

Gimnazjum nr 1 im. Polskich Olimpijczyków w Oławie