USKRZYDLONA OŁAWA

„Siedzę przy barze, gardło smażę zimną wódką.

I wciąż wzdycham, że to życie trwa za krótko.

Tu się nie pije ni gina, ni szampana.

Klub Skrzydlatych otwarty jest od rana!”

/sł. Szymon Barabach, muz. Marcin Maziarz/

Na Dolnym Śląsku jest wiele ciekawych, małych, prowincjonalnych miasteczek, w których, jak śpiewał poeta, tak niepozornie płynie życie, także to kulturalne. Dzięki lokalnej kulturze i miejscom z nią związanych wielu młodych ludzi może się rozwijać. Rozmawiam z Marcinem Maziarzem, współzałożycielem oławskiego zespołu Bez Nas Wy? i współtwórcą Klubu Skrzydlatych, klimatycznego miejsca w lokalnym Ośrodku Kultury. Miejsca, które przez ponad dekadę odgrywało ważną rolę w życiu kulturalnym Oławy. Miejsca, które uskrzydliło niejednego młodego artystę oraz serca tych, którzy przez te wszystkie lata przychodzili po duchową, artystyczną strawę. Od kilku lat Klub nie prowadzi regularnej działalności, niebawem straci także swój oryginalny charakter, ponieważ czeka go generalny remont…

Marta Maziarz: Czy Klub Skrzydlatych uskrzydlał Oławę?

Marcin Maziarz: -Tak. Wtedy w Ośrodku Kultury w Oławie grały chyba wszystkie zespoły muzyczne, jakie były w tym mieście. Każdy miał swoje miejsce, swoją kanciapę. Były tam zespoły heavymetalowe, rockowe, zespoły grające tak zwaną poezję śpiewaną. Klub był dla nich wszystkich sceną. W tym czasie do Klubu przychodziła najczęściej młodzież w wieku licealnym. Tak naprawdę to właśnie w Klubie Skrzydlatych skupiało się całe życie artystyczne młodych oławian. Duża scena w Ośrodku Kultury, gdzie występowały teatry i balety, znajdowała się na górze, zaś wszystko, co dotyczyło muzyki, było związane z podziemiem, czyli z Klubem Skrzydlatych. Z Klubem najbardziej związana była grupa kabaretowa Bez Nas Wy?, z piosenki której wzięła się nazwa tego miejsca. To w tym miejscu powstawała autentyczna oławska kultura młodych ludzi.

Kogo Klub uskrzydlił najbardziej? Kto „wyleciał” stamtąd w wielki świat?

-Zdecydowanie najważniejszą postacią Klubu Skrzydlatych jest Szymon Marhwiak Barabach, współzałożyciel zespołu Bez Nas Wy?, autor tekstów, kompozytor, coprywirtter. Na klubowej scenie niejednokrotnie prezentował swój artystyczny kunszt i na pewno przyczyniło się to w jakimś stopniu do tego, że jego teksty możemy usłyszeć w wykonaniu m.in. Zenona Laskowika. Jest także twórcą książki dla dzieci pt. „Leksykon Strachów Domowych”.

Dlaczego tego Klubu już nie ma?

-Klubu już nie ma, ponieważ wszyscy związani z tym miejscem wydorośleli. Zespół Bez Nas Wy?, który tak naprawdę artystycznie opiekował się tym klubem, już nie gra. Poza tym klub jest ciężarem dla Ośrodka Kultury, a obecnie Centrum Sztuki. Nikt nie ma dobrego pomysłu na to miejsce. Ludzie, którzy się nim zajmowali, odeszli, albo już nie pracują w Ośrodku Kultury. Pozakładali rodziny, mają dzieci…

Jaka jest zależność między piosenką „Klub Skrzydlatych” a miejscem?

-Najpierw powstała piosenka pt. „Klub Skrzydlatych”, a potem klub. I już.

Oława - Klub skrzydlatych

A jak powstała ta piosenka?

-Piosenka nie powstała jako historia tego miejsca. Opisuje ona tak naprawdę ulubione miejsce dwóch uczniów Liceum Jana III Sobieskiego w Oławie, czyli pijalnię piwa „Piast” przy ulicy Browarnianej. Piosenka jest opisem rzeczywistości tego miejsca. Dlaczego Skrzydlatych? My, autorzy piosenki, zawsze tłumaczyliśmy to w ten sposób: gdy się wchodziło do tego pubu, widziało się dwa poziomy rzeczywistości. Pierwszy poziom był tą rzeczywistością poniżej dymu papierosowego, a drugi powyżej. Ludzie skrzydlaci. Tak sobie autor tekstu wyobrażał tych wszystkich, którzy byli, nazwijmy to, domownikami tego miejsca. I nie byli to najgrzeczniejsi ludzie. Pijalnia piwa była dosyć ciekawa – nie była to taka zwykła mordowania, chociaż o tym jest piosenka. Przychodzili rzeczywiście młodzi ludzie. Zresztą, były tam wszystkie środowiska. Wspomniani wcześniej młodzi ludzie, którzy pracowali za barem, menele, więźniowie. Byli alkoholicy, nierzadko z tytułami magistrów, którym gdzieś tam się w życiu nie udało. Czasami zdarzały się też takie historie, że jednego dnia pan grał w pubie w szachy, a drugiego dnia zasnął na ławce w parku i umarł. To był prawdziwy Klub Skrzydlatych.

Ale później, kiedy Klub Skrzydlatych powstawał w Ośrodku Kultury, stwierdziliśmy, że przeniesiemy tę nazwę w nowe miejsce. Zostawimy dym z papierosów, zostawimy alkohol, zostawimy wszystko, a przeniesiemy to magiczne miejsce i tych skrzydlatych ludzi… A może inaczej, będziemy ich uskrzydlać!

Wracając jeszcze do pijalni piwa. Doszły mnie słuchy, że odwiedzali ją również mafiosi. Czy to prawda?

-Tak, oczywiście, to prawda. Oława słynęła z tak zwanego „Mietka Oławy”. No może nie była to mafia, ale na pewno można go nazwać gangsterem. Znany był z kradzieży samochodów w Polsce, a później z ucieczki do Stanów Zjednoczonych. Następnie wrócił i bywał tam często, grał w bilard, pił whisky z kufla do piwa, co było niesamowitą rzeczą w tamtych czasach. Byli tam także inni gangsterzy. Nie mafiosi, gangsterzy.

Jak wyglądało życie Klubu w jego najlepszych latach?

-Mówimy teraz już o Klubie Skrzydlatych w Ośrodku Kultury. W jego najlepszych latach tak naprawdę życie tętniło w weekendy. Czwartek, piątek, sobota. Co tydzień koncert. Występowali tam nie tylko oławscy artyści, ale też artyści „Piwnicy Pod Baranami”, m.in. Szymon Zychowicz, krakowski artysta Robert Kasprzycki, obecny dyrektor Muzeum Polskiej Piosenki w Opolu – Jarosław Wasik oraz wiele, wiele innych osób. Pięćdziesiąt miejsc na sali bez problemu zapełniała sama młodzież. Super miejsce. Nie było drugiego takiego w Oławie. Trzeba wiedzieć, że to były czasy, kiedy nie było kawiarni, itp. To było jedyne miejsce, gdzie młodzież mogła przyjść i swobodnie, w jakiś normalny sposób spędzić czas. A przychodziła ciekawa młodzież. Dzisiaj są to kierownicy, dyrektorzy w dużych firmach (np. Google) – Jarek Kozak, Konrad Pankiewicz i dużo innych, fajnych osób.

Komu Klub Skrzydlatych zawdzięcza swój sukces? Bo chyba o sukcesie możemy mówić…

-Powiedzmy, że tak. Jest to lokalny sukces. Na pewno jest to grupa Bez Nas Wy?. To od niej wszystko się zaczęło i wokół niej się działo. I też wokół niej się to wszystko skończyło. Ostatnie podrygi Klubu Skrzydlatych, tak zwane „Salony Bez Nas Wy?”, to także ostatnie tchnienia zespołu. Chyba dwa lata temu graliśmy ostatni Salon. I okazało się, że ludzie Klubu Skrzydlatych o nim nie zapomnieli. Bo na salony przychodziła już nie młodzież, tylko głównie ci, którzy piętnaście lat temu bywali w Klubie Skrzydlatych. Znowu przyszli na spotkania z grupą Bez Nas Wy?, która raz na kwartał specjalnie pisała nowe piosenki na tę okazję. Wszystkim się łezka w oku kręciła i mówili, że było świetnie! Ale tego już nie ma, to nie przetrwało.

Klub niewątpliwe zawdzięcza swój sukces również ówczesnej pani dyrektor Ośrodka Kultury – Renacie Luch. Brała ona czynny udział w powstawaniu tego miejsca. Najważniejszą osobą był tam jednak Józef Pawlicki. Członek Bez Nas Wy? i wieloletni pracownik Ośrodka Kultury. To on był głównym animatorem życia w Klubie, opiekował się nim, przesiadywał tam wręcz. Dostał nawet raz prezent urodzinowy – tabliczkę z napisem: „Tu siadywał Józef Pastuch” (bo tak się wtedy nazywał). Przybiliśmy ją nad jego ulubionym stolikiem, przy wejściu.

Klimat Klubu tworzyli przede wszystkim ludzie, którzy dbali również o jego wnętrze. Jaka jest historia fugi Bacha na ścianie?

-Historia fugi to banalna rzecz. Wymyśliliśmy, że będą nuty na ścianie, żeby to wyglądało jak prawdziwy klub muzyczny. Fuga Bacha miała, naszym zdaniem, bardzo gęsty zapis. Było bardzo dużo nut i dlatego ciekawie wyglądała. I wytapetowaliśmy nią wszystkie ściany. Wiele osób się tym zachwycało. Ale ile było z tym roboty… sami wszystko zrobiliśmy. O ile się nie mylę, jest to chyba XX Fuga Jana Sebastiana Bacha. Urządziliśmy to miejsce razem z dyrektor Renatą Luch. Budowaliśmy bar, na ścianie przy schodach i wejściu pojawił się napis z nazwą i logo Klubu Skrzydlatych.

Czyli jesteś bardzo związany z tym miejscem?

-Można tak powiedzieć. Byłem nawet pracownikiem, pierwszym barmanem tego Klubu. W czasie, gdy Klub zaprzestał działalności, wynajmowaliśmy go na rodzinne imprezy. Moje dzieci świętowały tu urodziny, ja także, te 40. To jest część mojej młodości i działalności artystycznej.

Żałujesz, że ja nie mogę chodzić do takiego miejsca?

-Oczywiście, że żałuję. Nie tylko tego, że nie będziesz tam chodzić, ale że już nie ma takich miejsc! Pozwól, że podsumuję to słowami innej naszej piosenki: „Ponuraczyć albo błaźnić, wszystko jest tylko kwestią wyobraźni”…

Marta Maziarz
Artykuł powstał w ramach współpracy z Gimnazjum nr 1 im. Polskich Olimpijczyków w Oławie