Stowarzyszenie umarłych poetów –Warto obejrzeć

Być kapitanem własnego losu

Dla większości dzisiejszej młodzieży film sprzed pięciu lat to stary film, a taki starszy od nich to przestarzały, nie wart ich jakże cennej uwagi film o dinozaurach. To, co napisałam, może się wydawać śmieszne, ale jest prawdziwe. Bardzo wielu młodych ludzi tak właśnie myśli. Ja też tak myślałam, dopóki nie zobaczyłam filmu „Stowarzyszenie umarłych poetów”. Sam tytuł w dzisiejszych czasach może się kojarzyć ze słabym filmem o zombie cytujących Homera. Na całe szczęście nie jest to prawda, a przekona się o tym każdy, kto zdecyduje się zobaczyć ten film. Gwarantuję, że nie będzie żałował swojej decyzji.

Film Petera Weira został nakręcony 1989 raku, jednak jego akcja rozgrywa się trzydzieści lat wcześniej w prestiżowym amerykańskim liceum dla chłopców – Akademii Welton. Mottem szkoły jest: „Tradycja, Honor, Dyscyplina, Doskonałość”. Głównym zadanie Akademii jest jak najlepsze przygotowanie uczniów do egzaminów na studia. Na wszystko są ściśle określone regułki, nawet na rozumienie poezji. Uczniowie robią wszystko, by przeżyć w tym toksycznym środowisku i sprostać wymaganiom otoczenia.

Pewnego dnia do szkoły przybywa nowy nauczyciel angielskiego. W tej roli znakomity Robin Williams. Już na pierwszych zajęciach chłopcy przekonują się, że John Keating znacznie różni się od innych nauczycieli. „Carpe diem” , czyli chwytaj dzień. Tego właśnie nauczał Keating. Dzięki lekcjom z Johnem chłopcy nauczyli się czegoś więcej, niż podstawy programowej. Nauczyli się patrzeć na świat na swój własny sposób i podejmować własne decyzje. Keating swoją charyzmą zaraża nie tylko uczniów, ale też widzów. Film pokazuje, że nie trzeba żyć według schematu. Trzeba spełniać swoje marzenia, chociaż miałyby one być ciężkie do spełnienia. Film ten mówi też o tym, że nasze decyzje niosą za sobą również konsekwencje, z którymi musimy się pogodzić.

Scenariusz Tama Schulmana był wielokrotnie nagradzany między innymi Oscarem. Nie dziwi mnie to. Dialogi i fabuła są świetne. Oprócz tego film jest bardzo zabawny i nie raz można uśmiać się do łez. Reżyseria i obsada również są niczego sobie. Wspomniany już wcześniej Robin Williams bardzo dobrze odnalazł się w roli „kapitana”, a początkujący wtedy aktorzy ze świetnym rezultatem starali się dorównać swojemu mentorowi.

Stowarzyszenie umarłych poetów” to jeden z takich filmów, o którym myśli się jeszcze długo po tym, jak się go obejrzało. Ostatnia scena, gdy chłopcy wchodzą na ławki ze słowami: „ O kapitanie, mój kapitanie” na zawsze zostanie w mojej pamięci. Jest to niewątpliwie jeden z lepszych filmów, jakie widziałam w życiu i obejrzę go na pewno jeszcze nie raz.

Marta

Artykuł powstał w ramach współpracy z Gimnazjum nr 1 im. Polskich Olimpijczyków w Oławie:

logo-gim-nr-1-olawa

 

źródło zdjęcia: Gildia Filmu – Gildia.pl