Przemyślenia o życiu. Oto kolejny artykuł z serii ,,Gadka starego dziadka”:

Ostatnio, przy okazji wspólnie obejrzanego filmu ukazującego

życie rodziny z „wyższej półki”, moja wnusia wróciła

do marzeń…

– Wiesz, dziadku, chciałabym normalnego życia, bez żadnych

tam luksusów: zgoda, wzajemne zrozumienie, szacunek, dzieci,

jakaś praca, dom, czasem wspólny, rodzinny wyjazd…

– Daj Boże, wnusiu! Daj Boże! To standard, który może być

(i oby był) twoim udziałem. Myślę, że to „dobry kierunek”,

niemniej jednak, bierz zawsze pod uwagę nieprzewidziane

okoliczności…

– Na przykład, dziadku?

– Opowiem ci coś… Słyszałaś, że kiedyś, kiedy byliśmy

z babcią bardzo młodym małżeństwem jeździłem sporo

na motorze, i że miałem poważny wypadek.

– Tak, dziadku, słyszałam o tym.

– Byłem „bez życia”. Bardzo długo leżałem – prawie dwa i pół

roku. Twoja babcia wszystko musiała robić sama. Po jakimś

czasie, gdy już stałem na nogach, babcia powiedziała mi…

Nie było jej łatwo mówić…

– Stasiu, po tym wszystkim kocham cię jeszcze bardziej! Ale był

taki moment… Pomyślałam sobie: „Czy ja nie mam prawa

do normalnego życia?” Jestem młoda. Nie wiadomo, czy on

będzie chodził… Czy będziemy mogli mieć dzieci… Za chwilę

jednak pojawiło się pytanie: „Co to znaczy normalne życie?”

I wiesz… Przypomniałam sobie starszych ludzi, których

spotkaliśmy w narzeczeństwie. Pamiętasz? Ona była na wózku

inwalidzkim. Zapytaliśmy ich, kiedy to się stało…

On powiedział: „Rok po naszym ślubie”. Mieli wówczas

za sobą 42 lata wspólnego małżeńskiego życia.

Tak więc, moja droga, życzę ci wszystkiego, co najlepsze!

Ale pamiętaj… W życiu mogą przyjść bardzo trudne chwile!

I one też będą cząstką normalnego życia…