Niezdecydowanie irytująca rzecz

Raz. Dwa. Trzy. Wdech i wydech. Dobrze, to jeszcze raz…. Nie, no nie dam rady! Ile można wybierać głupią wędlinę?

Co to za różnica, czy ta kobieta i jej przesympatyczny bobas, który właśnie sprawdza, jak wytrzymałe są bębenki w uszach innych klientów, będą zajadać się zarżniętym i obdartym ze skóry kurczakiem czy indykiem? Ale najwyraźniej dla tej pani to kwestia życia i śmierci, bo już od dziesięciu minut wybiera szynkę.

Kocham supermarkety!

Głównie z przyczyny przedstawionej powyżej jestem zdania, że sklepy z żywnością i tym podobne powinny upowszechnić zakupy przez Internet, ale o tym może następnym razem. Jednak naprawdę nurtuje mnie, dlaczego wybór szynki może być dla kogoś tak wielkim dylematem. Nie, żebym miała coś do szynki, broń Boże, ale kolejki na dziale mięsnym naprawdę mnie irytują. Jeśli chodzi o rzeczy, które mnie irytują, to – przyznaję – jest ich całkiem sporo. Właściwie to łatwiej byłoby wymienić rzeczy, które mnie nie irytują, bo jest ich znacznie mniej…. Chociaż jednak nie, to również mogłoby być nieskuteczne, ponieważ codziennie dowiaduję się, że coś nowego mnie irytuje, a dzień wcześniej nawet nie wiedziałam, że coś takiego istnieje. Weźmy na przykład sytuację z wczoraj. Nie wiedziałam, jak bardzo irytujące jest, gdy zjeżdża ci sweterek z kubka. Wiem, że to brzmi absurdalnie, ale tak, mój kubek ma sweterek. Po prostu w tym roku mój klasowy Mikołaj nie był zbytnio kreatywny i poszedł na dział świątecznych gadżetów w Empiku. Ale spoko, ja z tego samego działu też sprezentowałam koledze kubek, tylko że w czapce. Bardzo mnie też irytuje moja łatwość do gubienia wątków, co właśnie się stało, ale przejdźmy do meritum. W czołówce „Mojej Listy Irytujących Rzeczy” znajduje się niezdecydowanie.

Niezdecydowanie to wbrew pozorom całkiem szerokie pojęcie.

Na przykład „niezdecydowanie chwilowe” jak w przypadku pani od szynki. Taki niezdecydowany chwilowo delikwent z definicji waha się tylko przez krótki czas. Ten typ niezdecydowania występuje u każdego z nas nawet kilkanaście razy dziennie. Począwszy od wyboru koszulki, poprzez „O Boże, co to jest, do cholery, hemofilia? A czy B?”, kończąc na „Mam ochotę spać dziś w skarpetkach czy nie?”. Jest to niewątpliwie irytujące, kiedy nie możesz się zdecydować na jakąś błahostkę, ale sprawy się komplikują, kiedy chodzi o coś grubszego, wtedy nawet melisa nie pomaga. Rzecz jasna, nie będę tu wymieniać wszystkich rodzajów niezdecydowania, głównie dlatego, iż mi się nie chce. Chętnie poradziłabym wam ich wyguglowanie, ale z uwagi na to, że to ja wymyśliłam rodzaje niezdecydowania, może być to trochę niewykonalne. Ale spokojnie, to jeszcze nie koniec moich mądrości.

Teraz przedstawię najgorszy i najbardziej irytujący rodzaj niezdecydowania, a mianowicie niezdecydowaną główną bohaterkę książki.

Tak, specjalnie napisałam bohaterkę, ponieważ jakimś dziwnym i niezrozumiałym dla mnie trafem męskie postaci nie przyprawiają mnie o nadwyrężenie gałek ocznych spowodowane ciągłym ich wywracaniem. W czytaniu książki nie ma nic gorszego niż główna bohaterka, której nie lubisz, a na domiar złego autorka bądź autor (ale umówmy się, jaki facet pisze o cały czas niezdecydowanej, wiecznie niezadowolonej i smutnej nastolatce? No właśnie, żaden. Dlatego wolę książki pisane przez mężczyzn. Jednak w dzisiejszej literaturze młodzieżowej trochę o prawdziwych facetów ciężko) postanowiła/postanowił zastosować narrację pierwszoosobową, co jeszcze potęguje irytację, ponieważ gdy czytam kwestie typu: „Och! Za każdym razem kiedy patrzę w jego oczy, moja dusza spada w otchłań rozpaczy, ciągnąc za sobą moje obolałe z tęsknoty serce”, mój szacunek do samej siebie próbuje popełnić samobójstwo. Ale to może ze mną jest coś nie tak, bo wszystkie te książki mają same pozytywne recenzje (nie wliczając mojej, oczywiście). To w sumie by wyjaśniało, dlaczego na „Titanicu” zamiast płakać, wzdychałam z oburzenia. Na tej krze DiCaprio zmieściłby się spokojnie jeszcze razem z Trampem i wszystkimi jego dziećmi! No ale cóż, jak to napisał Jostein Gaarder: „Wszyscy ludzie są mniej lub bardziej dziwni. Jestem człowiekiem, a więc jestem mniej lub bardziej dziwna.“

Nie żebym się kiedyś przejęła tym, że ktoś mi powiedział, że jestem dziwna, bynajmniej, uważam, że to całkiem normalne. W sumie zabrzmiało to trochę jak paradoks. Normalna nienormalność. Swoją drogą to trochę przerażające, że większości osób, którym mówię o paradoksie, muszę go potem wytłumaczyć (co też mnie irytuje). A tłumaczę zwykle na przykładzie paradoksu menela:
Jak menel jedzie autobusem, to autobus jedzie menelem. Ale nie będę tu teraz zachwalać moich niewątpliwych zdolności dydaktycznych.

Na koniec chciałabym wam tylko powiedzieć, że niezdecydowani to tylko czubek irytującej góry lodowej. Istnieje wiele innych irytujących rzeczy. Dlatego nie przejmujmy się, gdy nie możemy się zdecydować, bo przecież od tej jednej decyzji może zależeć jedynie… reszta naszego życia.

Niezdecydowanie irytująca rzecz
autorka: Marta Maziarz  Gimnazjum nr 1 im. Polskich Olimpijczyków w Oławie