NIEUDANI

„Oj. Nie udała się starość Panu Bogu.” Często słyszę te słowa. Czuć w nich lęk przed starością, niedołężnością, poczuciem zależności od innych. Czytamy opisy takich chorób jak Alzheimer, Parkinson, udary mózgu, wylewy, demencja, miażdżyca. Czasem spotykamy się z opisami strasznego traktowania osób starszych w zakładach opieki albo obserwujemy coraz bardziej słabnących sąsiadów, zagubionych „uciekinierów”, szukających nieistniejących już domów i ulic.

„Panienko, panienko, chodźże już do domu”

Tak ostatnie dwa lata przed swoją śmiercią wołała mnie moja, świętej pamięci, Babcia. Nie wiedziała, kim jestem, ale troszczyła się o mnie. Nie poznawała już swoich córek ani innych członków rodziny. Nocami uciekała się do zmarłego męża i malutkich córeczek. Nie chciała uwierzyć, że ma 90 lat. Jednak była oczkiem w głowie nas wszystkich. Nie wiedząc, kim jest teraz, potrafiła dbać o innych. Nocami pakowała rzeczy w węzełek i chciała uciekać do tego innego miasta, bo jej mąż i dzieci jej potrzebują.

Moja mama i ciocia dbały o nią na przemian. Czasem ja i moja siostra, jak wracałyśmy do domu rodzinnego. Nie oddałyśmy do szpitala ani do domu opieki. Babcia zmarła we własnym łóżku, w nocy, przy mojej mamie. Jestem przekonana, że choć mózg nie wiedział już kim jest, w ostatniej chwili Babcia czuła, że jest kochana, że jest potrzebna, że jest ważna.

Dzięki temu wiem, ile znaczy obecność starszych osób w domu. Nie jako bezużytecznych, kłopotliwych mebli, ale jako kogoś, kto uczy wrażliwości, współczucia, cierpliwości. Czasem „podnosi ciśnienie” i sprawia, że jesteśmy bezsilni, to fakt. Ale z drugiej strony – jeśli pozwolimy, obecność starszych osób wyzwoli w nas to, co najpiękniejsze – bezinteresowność, wrażliwość ciała i dotyku, bliskość. Pracuję od kilku lat z osoba straszą, czasem mam dosyć, tak po ludzku i zwyczajnie. Czasem – wsłuchuję się w dawne opowieści, gdy przywoływany jest zapomniany świat. Widzę bezradność i lęk w każdym pytaniu: „wrócisz do mnie?”. Smutek w oczach, gdy przychodzą myśli – jestem nikomu niepotrzebna, chcę umrzeć. Czasem jej mówię – ja Pani potrzebuję, żeby się uczyć. I to prawda, uczę się człowieczeństwa, wartości życia, troski o kogoś innego niż o siebie samą.

Kto nam wmówił, że starość jest nieudana?

Przecież wszystko ma sens. Dusza człowieka nie podlega chorobom ani starości. Człowiek, nawet najbardziej zniedołężniały, czuje, czy jest kochany, zadbany, potrzebny. Nasza troska nie idzie na „marne”, tylko dlatego, że skierowana jest do osoby, która może nas nie rozumie, nie reaguje na bodźce, nie odpowiada tym samym. Odrzucając osoby starsze, wyśmiewając ich zniedołężniałość, okazując obrzydzenie z powodu źle funkcjonującej fizjologii, nie stajemy się lepsi ani mądrzejsi. Wręcz przeciwnie – karlejemy wewnętrznie, pozwalamy, by nasz egoizm wzrastał, a razem z nim pycha i przekonanie, że choroby, starość i śmierć nas nie dotyczą.

Starość bardzo udała się Bogu.

Mamy okazję, by dostrzec kruchość naszego życia, to, że do grobu nie zabierzemy ani majątku, ani sławy. Przypomina nam, że staniemy przed Bogiem z pustymi rękami, licząc, że Jego Miłosierdzie będzie większe niż nasza małość i grzeszność. Mamy okazję, by nauczyć się pokory, uwagi, odkrycia tego, co nie przeminie – Miłości.

Dziś wieczorem rozmawiałam z Babcią, którą się opiekuję. Powiedziałam jej, że jest ważna, że starsi ludzie są dla nas ważni. Zapytała się mnie: Dlaczego? Powiedziałam jej to, co napisałam powyżej. Jedynym jej komentarzem była łza, która spłynęła po policzku. Pójdźmy do naszych starszych bliskich, sąsiadów, krewnych i znajomych, przypomnijmy im, że są ważni, że są potrzebni, że są cenni. Bez nich będziemy ubożsi.

Artykuł ten ukazał się na łamach tygodnika “Głos Apostołów” i za zgodą Autora przedrukowujemy go na łamach naszego portalu.

Autor artykułu: Karolina Skowronska