,,Magnus Chase i Bogowie Asgardu”, czyli nastolatek, który musiał zginąć, żeby rozpocząć nowe życie

0

,,Billy poszedł do szkoły. Miał dobry dzień. A potem umarł. Koniec.” Główny bohater książki ,,Magnus Chase i Bogowie Asgardu: Miecz Lata” właśnie tak zwykle kończył swoje opowiadania, kiedy jeszcze wiódł normalne, szkolne życie. W przypadku jego własnego losu było dosyć podobnie tyle, że śmierć nie okazała się końcem a początkiem…

MAGNUS CHASE nie jest typem grzecznego chłopca.

Od strasznej nocy przed dwoma laty, kiedy mama kazała mu uciekać, a potem zginęła, żyje samotnie na ulicach Bostonu. Przetrwał dzięki sprytowi i inteligencji, będąc zawsze o krok przed policją i kuratoriami.

Pewnego dnia Magnus dowiaduje się, że ktoś jeszcze usiłuje go znaleźć – wuj Randolph, człowiek, przed którym mama zawsze go ostrzegała. Kiedy usiłuje przechytrzyć wuja, wpada prosto w jego łapy. Randolph zaczyna mu opowiadać coś, co brzmi jak brednie o skandynawskiej historii i dziedzictwie Magnusa – zaginionej od tysięcy lat broni.

Coraz więcej elementów układanki zaczyna się jednak składać w sensowną całość. Z zakamarków pamięci Magnusa powracają powieści o bogach Asgardu, wilkach i Ragnaröku – dniu sądu. Ale Chase nie ma czasu na zastanawianie się nad tym, ponieważ świat zostaje zaatakowany przez ogniste olbrzymy. Magnus musi wybrać między własnym bezpieczeństwem a życiem wielu niewinnych ludzi.

źródło opisu: Wydawnictwo Galeria Książki, 2015

źródło okładki: https://galeriaksiazki.pl/

Wielkim plusem tej książki według mnie są żarty sytuacyjne, które momentami potrafiły wywołać szeroki uśmiech na mojej twarzy oraz szokujące, niekiedy irracjonalne tytuły rozdziałów (m.in. ,,Orzeł kradnie nam falafel”, ,,Przejdź na ciemną stronę mocy mamy pierniczki!”, ,,Miło było cię poznać a teraz zmiażdżę ci tchawicę” i ,,Dzień doby, czas umierać!”), które sprawiały, że z wielkim zapałem czytałam kolejne rozdziały, żeby przekonać się dlaczego u licha autor wymyślił takie a nie inne tytuły. Kolejną zaletą jest różnorodność bohaterów a raczej ich pochodzenia. W przeciwieństwie do innych dzieł autora towarzyszami Magnusa nie są półbogowie a krasnolud Blitzen i elf Hearthstone.

Bohaterowie

Magnus Chase jak przystało na głównego bohatera wywołuje u nas silne emocje. U mnie były jak najbardziej pozytywne, przez jego sarkastyczne poczucie humoru, dużą wrażliwość i talent do pakowania się w sam środek kłopotów. Muszę przyznać, że zaimponowała mi jego pomysłowość, spryt i inteligencja, dzięki której przetrwał na ulicach Bostonu. Zaraz, zaraz czy to nie brzmi znajomo? Wygląda na to, że Magnus Chase może bez obaw nazwać się starszym bratem Percy’ego Jacksona.

Pomimo tego, że zwykle kobiety z ‘charakterem’, które są wojowniczkami budzą moją sympatię to w tym przypadku tak się nie stało. Nie dlatego, że Samira al-Abbsas ma ciężkie usposobienie, tylko została według mnie nie do końca dobrze napisaną postacią, z którą nie możemy zbudować więzi pomimo jej zalet takich jak: odwaga, niezależność czy inteligencja. Jednak jedno muszę autorowi przyznać, że przedstawienie walkiri jako muzułmanki to niespodziewana, aczkolwiek jak dla mnie udana koncepcja.

Blitzen, krasnolud trochę gryzie mi się z luźnym klimatem, jaki zawsze ma miejsce podczas przygód półbogów to jego dbałość o ubiór w każdej sytuacji czasami jest wręcz komiczna co jest wielkim plusem. Natomiast elf Hearthstone, pomimo braku słuchu i porozumiewania się z innymi za pomocą języka migowego wprowadza do opowieści mnóstwo humoru a jednocześnie jest intrygującą postacią, która zmusza nas do refleksji. Niektóre kreacje bogów były bardzo udane, inne trochę mniej, chyba najbardziej spodobał mi się roztargniony Thor ze skłonnością do gubienia młota.

Podsumowując,

,,Magnus Chase i Bogowie Asgardu: Miecz Lata” jest to książka, z którą z całą pewnością można spędzić miłe chwile i mogę ją polecić każdemu fanowi Ricka Riordana pomimo tego, że autor już kolejny raz umacnia nas w przekonaniu, że wpadł kiedyś na jeden wspaniały pomysł z półbogami we współczesnym świecie i teraz będzie w ramach swojej twórczości dopasowywał go do kolejnych mitologii, posługując się tymi samymi schematami.

ps. Nie mogłabym nie wspomnieć o tym, że zrobiło mi się cieplej na serduszku kiedy przeczytałam dedykację “Dla Cassandry Clare z podziękowaniem za pozwolenie na wykorzystanie wspaniałego imienia Magnus”, kto czytał serię o Nocnych Łowcach z pewnością doskonale to zrozumie.

zobacz również:

Recenzja ,,Wszechświat w twojej dłoni”, czyli jak zrozumieć świat | Christophe Galfard