Cisza to niezbędny składnik potrzebny do życia ludzkiego.

Jej niedobór może prowadzić do zobojętnienia, a nadmiar do szaleństwa.
Żaden słyszący człowiek nie ma problemu z jej rozpoznaniem. Wszyscy odbieramy ją za pomocą uszu. Uszu wielkich, jak u słonia lub malutkich, włochatych, jak u chomika. Ciszę „słyszą” klapnięte uszy Misia Uszatka, jak i rozciągnięta Jakuba K. – czyli moje. Pamiętam, że kiedy byłem dzieckiem, międoliłem je nieustannie. Nie pomagały prośby rodziców, którzy mówili: – Kubusiu, nie naciągaj uszu, bo będziesz wyglądał jak Kłapouchy. Ja tylko dotykam – odpowiadałem. Próby perswazji ręcznej, po której piekły mnie nie tylko uszy, ręce, ale i … też spełzły na niczym. Uszy męczyłem regularnie i oto dzisiaj mam je jak słonik. Wiem, że nie od wielkości to zależy, ale czasami mam wrażenie, że działają jak radary. To dlatego jestem wyczulony na otaczający mnie świat. Codzienność roztacza wokół mnie dźwięki głośne i ciche. Te, które lubię i te, których nie cierpię. Wśród nich próbuję wyłapać takie, które sprawiają mi przyjemność. Na pewno należy do nich mruczenie mojego kota Armaniego. Ono zawsze mnie uspokaja. Odgłos otwieranej puszki coca-coli czy głos mamy, która prawie szeptem mówi: Kubusiu, już 6.45, wstawaj do szkoły, nieodmiennie wzbudzają u mnie również pozytywne emocje. Niestety, dzisiejszy świat jest jak pociąg: szybki i głośny. O wiele więcej w nim wrzasku i hałasu. Radio mogę ściszyć, natomiast to, co dzieje się za oknem, już nie. Szum aut i dźwięki klaksonów – koszmar! Zazdroszczę babci, która często opowiadała mi o czasach, kiedy to po ulicach jeździło niewiele samochodów, a w sklepach można było spokojnie zrobić zakupy. Dzisiaj natomiast, kiedy o tym pomyślę, wpadam w panikę. W galeriach jesteśmy atakowani głośną muzyką, niekoniecznie miłą dla ucha. Te natarczywe, ciągle powtarzające się reklamy, gwar, wrzask, istna wieża Babel. Gdyby tak mieć możliwość wyłączenia dźwięku. Ludzie coś mówią, gestykulują, a ja ich nie słyszę. Fajnie! Nareszcie można zebrać myśli.
Ale czy na pewno? Tak żyją głusi. Czy jest im łatwiej, lepiej?

Nie sądzę. Myślę, że we wszystkim powinien być umiar. Owszem, mógłbym być pustelnikiem i mieszkać w leśnym szałasie. Rozkoszowałbym się szumem strumyka i liści. Ciszę przerywałoby tylko burczenie mojego, zawsze pustego i głodnego, brzucha. Słuchałbym ptaków i porykiwania niedźwiedzi. Chyba, żeby ów miś zaryczał mi nad głową, wówczas byłby to ostatni zarejestrowany przeze mnie dźwięk. Ale co tam, nie narzekajmy. Świat jest pojemny, a życie pełne ironii.

cisza
free
Potrzebujemy smutku, by docenić szczęście, nieobecności, by docenić obecność. No i wreszcie hałasu, by docenić ciszę.
Ironia życia – cisza:  Jakub Kubas

Gimnazjum nr 1 im. Polskich Olimpijczyków w Oławie

UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułDELEGALIZACJA LUSTER
Następny artykułKlasztor i okolice Shaolin-Chińskie impresje cz.7
Hej, Nazywam się Julia i mam 16 lat! Jestem założycielką i administratorką tego bloga. Mam wielu przyjaciół i lubię poznawać nowych ludzi. Moimi pasjami są: fotografia, makijaż, wnętrzarstwo, dziennikarstwo, podróże, gry, motoryzacja i ten właśnie blog, który powstał po to, by dzielić się z wami moimi pomysłami i przemyśleniami. Założenie Nastogadki od dawna było moim wielkim marzeniem, ponieważ chciałam zrobić coś dzięki czemu będę mogła wyrazić siebie. Mam nadzieję, że moja praca Wam się spodoba.