Gadka Starego Dziadka

Nota bene!

Nie roszczę sobie żadnych praw autorskich do moich rozmyślań. Zapisała je w moim sercu mądrość innych ludzi i mądrość samej Mądrości. Ta mądrość stała się częścią mojego własnego życia.

,,Przeklęta samodzielność”

Pewnego razu, moja wnuczka, gimnazjalistka, pokłóciła się

nieco z rodzicami.

– Jak to dobrze, dziadku, być człowiekiem niezależnym

od nikogo. Już nie mogę się doczekać… – rzekła jakby

od niechcenia.

– Nie doczekasz tej chwili, wnusiu. Co więcej, nie życzę ci, byś

kiedykolwiek doszła do wniosku, że już nikt ci nie jest

potrzebny, i że nie potrzebujesz niczyjej pomocy…

– Zawsze myślałam, dziadku, że dorastać to znaczy stawać się

coraz bardziej samodzielnym i niezależnym.

– Poniekąd… Bo tak naprawdę to nigdy nie byliśmy i nie

będziemy całkowicie niezależni zarówno od ludzi, jak i od

otaczającego nas świata. Pomyśl, wnusiu, odpowiednia

temperatura, ciśnienie, pokarm… A kim bylibyśmy, gdyby nie

obecność innych ludzi wokół nas? Całkowita samodzielność

i pełna niezależność to pokusa pychy, moja droga…

Mój tato, twój pradziadek, miał kiedyś wspaniałego

przyjaciela. Był zawsze wesoły i uczynny, wszędobylski

i niezastąpiony. Mając osiemdziesiąt lat – ja wtedy byłem

w twoim wieku – po raz pierwszy poważnie zachorował

i znalazł się w szpitalu. Pewnego dnia, pozbawiony swojej

dotychczasowej siły, nie zdążył dostatecznie szybko wstać,

by pójść do toalety… Bardzo to przeżył. Za bardzo… Doszedł

do wniosku, że nie warto żyć, jeśli nie potrafi…

– I co się stało, dziadku?

– Odmówił przyjmowania pokarmów. Zmarł po ośmiu dniach…

Pamiętam bezsilność mojego taty i jego słowa wyrzucone

przez zaciśnięte zęby: Przeklęta samodzielność! Po latach

stanął mi przed oczami obraz Jezusa umywającego uczniom

nogi i Piotra, który nie chciał przyjąć posługi Mistrza…

Zrozumiałem wówczas, że pozwolić sobie czasem służyć to też

wyraz miłości!