Mea culpa

Wizyta u fryzjera: „Jak tniemy?”. „Po bokach i z tyłu włosy krótsze, z góry dłuższe”. „Okey”. Włosy ścięte, idę zapłacić. Klient obok mnie dostaje to samo pytanie na początek i wówczas pada moja ulubiona odpowiedź: „A jak Pani uważa?”. W tym momencie rozpoczęła się wielka dyskusja, która trwała prawdopodobnie jeszcze kilka minut po tym, gdy drzwi zatrzasnęły się za moimi plecami. Pewnie i tak skończyło się na tym, że ścięli mu włosy tak, jak on chciał, a rada fryzjerki powędrowała do archiwum, tam, gdzie ta z przedostatniej wizyty. A przecież nie musiał pokazywać swojej pseudowyrafinowanej kurtuazji, tylko po prostu powiedzieć, czego chce…

Idę po cukier do dziadków. Po wejściu słyszę, jak dziadek mnie woła. Patrzę – siedzi przed komputerem i przegląda strony Allegro, jakżeby inaczej. Biedny komputer sprzed epoki wiktoriańskiej huczy z przeładowania przeglądarki ofertami samochodów zapisanych na kartach. „Filip, jak sądzisz? Volvo S40 D4 – nie za duży przebieg jak na 2008 rok?”. Następna karta – to samo, potem trzecia i kolejne. „Przecież miałeś Audi A3, po co chcesz kupować przerdzewiałe, dwukrotnie droższe i nie zarejestrowane w kraju S3?”. „Nie, nie. Ja nie chcę kupować, tylko przeglądam”. „To czego szukasz?” „Jakiegoś zwinnego auta zamiast Golfa, a nuż któreś mi się spodoba?”. „To dlaczego pytasz o opinię, skoro szukasz auta, które spodoba się Tobie?”. Kolejny przykład problemów z decyzyjnością w tym samym tygodniu zaciekawił mnie od strony badawczej…

Parcie na marki

Zawsze mnie zastanawia, dlaczego moi znajomi skaczą sobie do gardeł i walczą o rację w temacie, że siatkarze nie mogą grać w Jordanach, bo MJ był koszykarzem, a w Asicsach nie można grać w kosza, gdyż przyjęło się je jako buty do siatkówki. Tak samo jest z parciem większości nastolatków na kupno iPhone’a. Przed moją ostatnią zmianą telefonu koleżanka poleciła mi model 6S, więc zapytałem, dlaczego nie miałbym wybrać Z3 Compact. Niestety, odpowiedź: „Bo iPhone’y są fajne”, nie usatysfakcjonowała mnie na tyle wystarczająco, by kupić pudełko, któremu do odtworzenia muzyki potrzebny jest Internet, a jego kartę pamięci mogę jedynie oprawić w ramkę i powiesić na ścianie. W takich sytuacjach przychodzi mi zawsze na myśl pewien felieton Jeremiego Clarksona, który ukazał się na łamach „Sunday Timesa”. Jezza pisze tam o „zwycięzcach”, ludziach, którzy są dumni z tego, że mogą moknąć w deszczu, czekając, aż samodzielnie otworzy się elektryczny bagażnik w ich samochodzie, bo nie liczy się strona praktyczna, a jedynie to, że nie muszą ręką dotykać klapy…

Stuprocentowa praktyczność

Najlepsza była decyzja mojego przyjaciela w sprawie wydatku pieniędzy na nowe buty. Zarobił 700 zł i wydał wszystko za jednym zamachem na profesjonalne buty do koszykówki, chociaż doradziłem mu zakup tańszych, bo wtedy starczyłoby mu na buty zimowe. Nie starczyło i w styczniu po wdepnięciu w głębszą warstwę śniegu czuł się, jakby chodził w skarpetkach. Choć… przynajmniej wdepnął w wielkim stylu.

Najważniejsze jest pierwsze wrażenie

Problem mamy dzisiaj taki, że żyjemy filtrując myślenie o sobie przez pryzmat opinii innych, bez żadnej asertywności. Na stronie głównej Facebooka bez przerwy widzę tzw. Starter-Packi grup społecznych, na przykład typowych licealistek, typowych gimnazjalistów, etc. Najgorsze jest to, że w większości przypadków to się sprawdza! Co trzecia licealistka ma zieloną kurtkę, a większość gimnazjalistów w wycieczce do muzeum za najciekawsze uważa zatrzymanie się w Starbucksie czy McDonald’sie na przekąskę. Ponadto nie zwracamy teraz uwagi na to, abyśmy się sami czuli komfortowo, tylko na to, by czuć się komfortowo dzięki opinii innych. Ludzie nie podążają za wewnętrznym szczęściem, tylko za naklejką mówiącą: To jest modne, ale niekoniecznie potrzebne. Gdy chcę być taki jak inni, muszę to po prostu mieć. Taka naklejka przydaje się, gdy chcemy, by ludzie przy pierwszym rzucie oka myśleli, że jesteśmy świetni. Potem często okazuje się, że ktoś jest pusty jak emocje wyrażane przez SMS…

mea culpa
free

Gdy jem kanapkę z kurczakiem, obrońcy praw zwierząt myślą, że kurczak miał rodzinę i kredyt. Ekoświry standardowo uważają, że zabijam niedźwiedzie polarne, a weganie, że równie dobrze mogłem zjeść proszek do prania polewany mleczkiem kokosowym. A ja myślałem, że to tylko… kurczak. Podobnie jest ze mną. Ja chciałbym tylko być sobą. Naprawdę. Mea culpa…

FOT: pixabay.com

Mea culpa: Filip Cybulak

Gimnazjum nr 1 im. Polskich Olimpijczyków w Oławie